[wpdreams_ajaxsearchpro id=1]
Catch and release
!1111039_59985823

Jakiś czas temu na naszym czacie została poruszona sprawa C&R. Chwilę później zostałem zwyzywany przez Zbyszka i Łukasza od rzeźników. W ich opinii nie jestem wędkarzem. Tak to już bywa, że jak się rozmawia na czacie publicznym, różni ludzie tej dyskusji się przysłuchują… Dostałem prywatnego maila w tej sprawie, którego postanowiłem tutaj opublikować. Nie jest to głos amatorski, na zasadzie a tak mi się wydaje. Osoba, która to napisała posiada szerokie wykształcenie z zakresu etyki, szerokie doświadczenia życiowe z życia na różnych kontynentach i w różnych kulturach.

Cytuję:

C&R to raczej problem psychologiczny niż etyczny.

Gdyby spytać rybaka na Mekongu, Indianina w dżungli, czy Papuasa ? Po co łowi ryby? – to zastanawiałby się nad stanem umysłu pytającego. Oczywiste jest, że ryby łowi się do jedzenia lub na sprzedaż, -też do jedzenia.

Ile trzeba złowić? Tyle ile się zje albo sprzeda. Kropka.

Skąd więc pomysł na łowienie i wypuszczanie?

Z dobrobytu, wszechobecnej komercji i pogardy dla natury. O ile myśliwi mają alibi ? zabijają zwierzęta w zastępstwie drapieżników, które wcześniej wytrzebili do nogi, o tyle wędkarze nie mają żadnego rozsądnego argumentu.

Jeśli założymy, że każdy wędkarz ma podstawową wiedzę o środowisku ryb, to ma również świadomość, że stosując C&R jest szkodnikiem. Rani rybę, ściera jej warstwę ochronną śluzu, powoduje szok. Taka ryba w środowisku pełnym bakterii, drobnoustrojów, pasożytów i drapieżników traci szanse na przeżycie. C&R zachęca do nieograniczonej ilości połowu, a mamy przecież tylko w Polsce 2 miliony wędkarzy. Przeliczcie !

Jaki jest zatem cel pomysłu C&R, kto wam wklepał w mózg chęć łowienia bez opamiętania i wyrzutów sumienia. Bo w podtekście ma to być metoda ekologiczna (?!).

Jest w tym rozumowaniu jeszcze coś niemiłego. Wędkarze kupują ten komercyjny kit bezkrytycznie, jako rodzaj usprawiedliwienia. Zamiast powiedzieć sobie jak dojrzały człowiek ? jestem szkodnikiem i łowię dla przyjemności, bo taki jest mój męski testosteronowy atawizm.

Ma to związek z uczciwością wobec siebie, bo człowiek inteligentny ma zwykle złe o sobie mniemanie i o swoim smętnym tańcu – to akurat Szymborska, ale pasuje też do C&R.

Osobiście pod tym tekstem podpisuję się czterema łapami.

Mając dylemat okaleczyć 10 czy 15 szczupaków i wypuścić je okaleczone, czy złowić dwa, zabić je zjeść i przestać okaleczać inne ryby??? Co wybierzemy? Zdeklarowany wyrachowany sadysta, usprawiedliwiając się super cool zasadą C&R będzie okaleczał ryby bez opamiętania, wmawiając wszystkim jakie to ekologiczne, jakie cool i obrażając wszystkich, którzy się sprzeciwią. Wyzywając jak pokazują ostatnie wydarzenia od „od rzeźników” odbierając mi prawo nazywania się wędkarzem (Zbyszek) Sam wybiorę drugą opcję, złowię dwa, zjem. Dla mnie bardzo często wędkowanie kończy się po kilkunastu minutach. Mając rybkę przestaję dalej łowić. Umiem zabić rybę i ją zjeść, ale nie umiałbym jej ranić dla zabawy. dla mnie to nie jest takie cool jak to się przedstawia na forach. Jak złowię swoją rybkę na kolację włóczę się łódką po jeziorze, ale nie łowie dłużej… Mając rybkę, umiem się opanować i nie bawić się dalej w wyrachowanego sadystę.

Propagowanie pseudoekologicznej, pseudoetycznej, pseudoludzkiej ideologii C&R uważam już za szczyt obłudy. Jak widzę koszulki C&R, widzę czapeczki C&R, na wielu forach ludzie mnie namawiają do C&R rzygać mi się chce od tej chorej propagandy.

Nigdy nie zgodzę się na propagowanie sadyzmu, na propagowanie homoseksualizmu, na propagowanie MultiKulti i wielu rzeczy ostatnio politycznie poprawnych. Może jestem staromodny, konserwatywny, choć w sprawie multikulti Angela Merkel ostatnio podziela moje zdanie, sama powiedziała, że multikulti było błędem.


  1. Myślę że ta ocena mówi wszystko. Osobiście nie mam nic przeciwko wypuszczaniu ryb, to indywidualna sprawa każdego wędkującego. Ja jestem rzeźnikiem i oprawcą, łapię ryby bo bardzo lubię je jeść. 🙂

  2. Mysle, ze troche za ostro to wszystko przebiega. Do C&R trzeba samemu sie przekonac. Mozna namawiac ale nigdy zmuszac albo wyzywac od miesiarzy kogos kto czasami zabierze rybe.
    Jednak z wieloma opiniami tutaj co do C&R sie nie zgodze.
    1) Zalozmy ze kazda rybe etyczniej byloby zabrac (oczywiscie w ramach przepisow).
    Bardzo czesto wyjezdzamy 100-200 czy nawet wiecej km na ryby. Czasami zdarzy sie ze po 5-10 min mamy komplet. I co wtedy ? Sam przezylem podobna sytuacje, gdzie jechalismy 250 km a ja po 20 min musialbym zakonczyc lowienie. Na szczescie gospodarz lowiska zgodzil sie abym wypuszczal ostroznie teczaki.
    2) Zagrozenia dla wypuszczanych ryb (choroby itp). Owszem, sa. Ale mozna je zminimalizowac. Ja np wiekszosc ryb, zwlaszcza lososiowatych, staram sie wypuszczac wogole nie biorac ich do reki. Ludzie chcac stosowac C&R w pierwszej kolejnosci powinni byc uswiadamiani, jak to robic. Jesli ktos ma wypuszczac nieumiejetnie, lepiej niech zabierze rybe na kolacje. Wiecej pozytku. Oczywiscie haczyki bezzadziorowe sa tu na porzadku dziennym.
    3) C&R nie zacheca do nieograniczonej ilosci polowow. Po pierwsze nie mamy jeszcze w Polsce takiej ilosci ryb a po drugie majac ich do woli srednio rozgarniety wedkarz zacznie selekcjonowac to co chce zlowic. Bardzo czesto jest tak ze czy stosujemy C&R czy tez nie to i tak laczny polow miesci sie w limicie dziennym. Co lepiej ?. Wypuscic 2 zlowione szczupaki czy je zabrac ?.
    4) Mysliwi nie maja zadnego alibii. Nie poluja dlatego, ze zastepuja drapiezniki, bo wtedy nie strzelaliby do innych drapieznikow. Nie chodzi mi o Polske, ale wogole o myslistwo. My mamy wybor. Oni nie.
    I na koniec. Wg mnie kazdy powinien odpowiedziec sobie, czemu lowi. Jesli z tych powodow jak wymienieni Indianie, Papuasi to faktycznie, nie ma wyjscia. Musi zabic zeby zyc.
    Jesli wedkarstwo jest dla nas hobby, to zupelnie irracjonalne wydaje sie zabijanie ryb, bo tym samym podcinamy sobie galaz na ktorej siedzimy.
    Jest jeszcze cos po srodku. Lowimy bo lubimy, jednoczesnie mamy czasami ochote na swierza rybe. Poki zabieramy ta rybe jako zaspokojenie swojego kaprysu (np. raz na miesiac zjadlbym sobie smacznego szczupaka przy lampce wina) to jest OK. Ale jesli zaczyna sie wedkarstwo zapelnianiem lodowki i zaopatrywaniem rodziny w tanie obiady, wtedy zaczyna sie miesiarstwo.

    • C&R zachęca do łowienia ryb, których normalnie bym nie łowił, bo nie mam apetytu na rybkę.
      Jak nie mam apetytu na rybkę to leżę na brzegu i się opalam.

      Przyjmijmy założenie, że dzisiaj nie mamy apetytu na ryby:
      ja pójdę się opalać,
      a ty pójdziesz się nad nimi znęcać… łowić je bez potrzeby, zadawać im ból bez potrzeby…

      Ja potrafię się opanować…. Sadysta spod znaku C&R NIE..

      Jeśli dojdę do wniosku, że łowienie ryb jest złe, przestanę je łowić, a nie będę się nad nimi znęcał.

      Więc skoro uważacie, że łowienie ryb jest złe, to przestańcie je łowić…
      Być może sam do takiej decyzji dorosnę…

      Nie wiem jak może komukolwiek sprawiać przyjemność kaleczenie ryb dla samego kaleczenia.
      To jest niefajne.

      • OK. Jestem w stanie zrozumiec Twoje argumenty, ale powiedz mi tylko jedno. Lowisz, zeby zjesc rybe. Chcesz ja zjesc , bo jestes glodny, czy chcesz zjesc, bo masz akurat kaprys na rybe ?. Jesli z glodu (w co prawde powiedziawszy nie wierze) to OK. Ale jesli dla samej przyjemnosci jedzenia, to w czym Twoja przyjemnosc jest lepsza od mojej.
        Czy jesli np. ustalilibysmy, ze czy to w przypadku C&R czy zabierania ryb, bo zlowieniu limitu i jeden i drugi musi przerwac lowienie, to C&R byloby OK ?

        • Paweł odpowiem pytaniem na pytanie:
          A ty jak najlepiej lubisz okaleczać ryby??? Tak żeby był długi hol?? Żeby cierpienie było największe??
          Dlaczego zadajesz im ból?
          Jesteś głodny bólu zwierzęcia??

          Jeśli tak bardzo kochacie przyrodę i ryby, przestańcie je w ogóle łowić.
          Nie mam ochoty na rybkę, to nie łowię…..
          pływam sobie, żegluje, opalam się, robię zdjęcia przyrody..

          Potrafię żyć bez znęcania się nad rybami, bez okaleczania ich.
          A wy?

          • Jesli chodzi o pierwsze pytanie.
            Staram sie okaleczac najmniej, jak to mozliwe. Niestety, wedkarstwo juz takie jest, ze ryba jest na straconej pozycji. Ale jesli to mozliwe, staram sie meczyc ja jak najkrocej sie da. Dlatego np lowie ryby sprzetem , ktory nie skazuje ja na 2 godzinny hol. Lowienie na zylke 0,000 nic i hol 30cm rybki 15 min mnie nie bawi.
            Problem jest taki, ze I Ty i ja lowimy dla przyjemnosci. Tylko przyjemnosc w Twoim przypadku to smak ryby a w moim ryba odplywajaca wolno. I tyle.
            PS. Nie jestem jakims wyjatkowym milosnikiem przyrody. Nie wypuszczam ryb bo mi ich zal. Wypuszczam bo jestem egoista. Chce je lowic. I byc moze dlatego jeszcze sporo ryb zyje.
            Jesli ryb byloby bardzo duzo, pewnie zabieralbym je. Ale na 100% nie na zasadzie, „lowie tylko tyle ile zjem”. Bo to to juz rybactwo a nie wedkarstwo. Przynajmniej wg mnie

  3. Będę promował zasadę Catch and Eat zamiast Catch and Release……… bo ileż tych ryb można zjeść?

    Mówię stanowcze nie sadyzmowi…

    Zasada Catch and Eat i jej stosowanie zatrzyma łowienie ryb bez opamiętania, zatrzyma sadyzm pod pseudoekologicznymi, pseudoludzkimi hasłami.

    Ponieważ mogę zjeść mniej ryb, niż potrafię złowić, wyjdzie to z pożytkiem dla ryb.

    Miałem nadzieję, że jesteście w stanie zrozumieć to co rozumie rybak na Mekongu, to co rozumie Papuas……

    Na milion procent nie będę prowadził portalu zadeklarowanych sadystów, więc poczytam sobie dalsze komentarze i jestem bliski skasowania całego portalu.

    Moje zasady etyczne nie pozwalają mi nad znęcanie się nad zwierzętami. Na zadawanie im bólu dla zabawy.

    Do tych co teraz miauczą, że ich obraziłem….
    Wy obraziliście mnie, za to że nie chcę być zdegenerowanym sadystą, za to, że nie chce łowić ryb bez opamiętania, za to, że nie chcę zadawać bólu bez opamiętania.
    Obraziłem wasze postawy ale was nie zabiłem. Zastosowałem do was Catch and Release.
    Mogę was wg tej zasady bić i okaleczać codziennie, ważne, żebym was puscił wolno, co tez czynię

    Skoro Catch and release, to OK ale bez wyjątków…

  4. Robert i to jest słuszna decyzja:) Ja czasami wezmę rybę, wypuszczam bo wierzę i wiem że genetycznie populacja będzie silniejsza. Co do kaleczenia to jeśli się z rybami człowiek obchodzi we właściwy sposób to przeżywają. Nawet sobie sprawy nie zdajemy ile razy ryby są okaleczane przez inne drapieżniki, choroby i przeżywają. Oczywiście statystycznie pewnie coś im się tam dzieje, ale w sumie po części prowadzi się gospodarkę zasobami. Lubię jeść ryby, natomiast uważam że powinny być górne i dolne limity wymiarowe, bo sztuki wielkie dają odporne potomstwo. Jeśli ktoś zje rybę jest ok, nie cierpię dziadków którzy biorą wszystko dla kota, sąsiadów i po to żeby wziąć. Panowie wszystko jest dla ludzi, a język agresji jaki tu zapanował nie przystoi.

  5. No cudnie:) fajny temat na awanturę :)! bo tak się zazwyczaj kończy to na innych forach.
    Pozwolę sobie wtrącić swoje 3 grosze:):
    1. łowisz ryby dla mięsa czy dla przyjemności ?
    2. Mówienie o sadyzmie nie ma tu sensu bo w takim wypadku należałoby całkowicie zrezygnować z łowienia. Piszesz, że łowisz dwa szczupaki które zabierasz i kończysz. OK. A co się dzieje jeżeli w przed tymi dwoma złowiłeś pięć niewymiarowych ?
    3.Bardzo ważną rzecz napisał Paweł . Ryby trzeba umieć wypuszczać. Wielokrotnie łowiłem nawet dzień po dniu tego samego szczupaka :)zatem C&R go nie zabiło 🙂
    4. ten jak piszesz ” komercyjny kit ” sprawdził się doskonale chociażby w UK.
    dlaczego zatem w krajach , które mają dużo dużych ryb namawia się do stosowania C&R?
    dlaczego nazywasz go „komercyjnym” ?:) kto zarabia na wypuszczaniu ryb?:)
    5. mamy jak piszecie 2 miliony wędkarzy. Obawiam się , że jak każdy z nich będzie łowił regulaminowo i zabierał z wody to co dozwolone to woda tego nie wytrzyma.
    zaraz pewnie ktoś napisze o zarybieniach 🙂 ale jaka jest ich skuteczność ?:) poza tym zarybią się rybą mała , a zabija i zabiera sztuki duże.
    Owszem powodów pustki w naszych wodach jest pewnie wiele. Ale my wędkarze jesteśmy jednym z nich z całą pewnością.

    Nie wiem kim jest osoba , która jako przykład podaje Mekong itd . i być może jest ona bardzo dobrze wykształcona i ma szerokie doświadczenie życiowe ale tutaj akurat wg. mnie trafia jak kulą w płot. Porównuje dwa różne światy. Indianin musi zabić , żeby przeżyć . Nie ważne czy to będzie ryba czy coś innego. Podobnie rybak łowi ryby bo to jego zawód.
    Mnie się natomiast zawsze wydawało, że wędkarstwo to hobby a nie zawód 🙂 ; że nie jest sposobem na zdobycie mięsa lub pieniędzy.

    To natomiast stwierdzenie : „Ile trzeba złowić? Tyle ile się zje albo sprzeda. Kropka.” po prostu mnie osobiście rozwala:) jakie to ma przełożenie na nasz kraj ?:)

    pozdrawiam Kryspin
    p.s. ryby wcale nie są takie zdrowe 🙂 podobnie jak warzywa:)!

    • Prawda, że fajny temat na awanturę??? A jak dzięki C&R wzrosła oglądalność???. Z marketingowego punktu widzenia C&R to genialny wynalazek, podobnie jak awantury C&R doskonale zwiększa oglądalność, a przecież chcemy być sławni, prawda?
      Łowię ryby i dla mięsa i dla przyjemności. W tej części w której łowię je dla przyjemności jestem zatwardziałym sadystą, a nie żadnym tam kecz end rilejzem.
      W tej części, w której łowię je dla mięsa, jestem smakoszem.

      Różnica polega na tym, że nie uganiam się teraz po rzece ze spinningiem, nie łowię wcale szczupaków, jak coniektórzy. Poprosiłem o skasowanie z frorum zdjęć szczupaków złowionych w okresie ochronnym. Nie pozwala mi na to mój szacunek dla natury. Kecz end rilejzy tego szacunku dla natury widać nie mają i latają po brzegu, bo nie są w stanie się powstrzymać. Łowią szczupaki i chwalą się tym na forum. Być może to nawet nie są kecz end rizlejzy, bo kto ich tam wie, może zeżarli bandyci te ryby, a wtedy nie są kecz end rilejzami a zwykłymi kłusolami. Jakby nie było, kecz end rilejzy czynią zło, bo łowią teraz szczupaki, kaleczą je, mówią że przez przypadek i mówią, że nic złego się nie stało, do tego uważają że są czymś lepszym od smakoszy, których nazywają rzeźnikami.

      Kecz end rilejz mówi, przeciez nic złego się nie stało bo je osobiście rilejz…
      Ja od tego procederu potrafię się powstrzymać, nie ganiam za rybami w okresie ochronnym i uważam, że dzieje się zło jak skaleczy ktoś teraz szczupaka. Dałbym mu chętnie w pysk, nie żeby zabić, tylko tak kecz end rilejz.

      Jest tutaj ciekawa dyskusja z Pawłem Z, w myśl której ja i on zabijamy powiedzmy po 50 ryb rocznie (ja świadomie, on niechcacy), przy czym C&R daje dodatkowo 950 ryb okaleczonych.

      Przyznam się, że zdarza mi się wypuszczać ryby. Bo jak złowię jednego okonia, to co? to wezmę go ze sobą? Bez sensu, wtedy żywego go uwolnię, bo jeden okoń nie stanowi dla mnie wartości kulinarnej.

      Podobnie uwolnię Bolenia, bo nie stanowi dla mnie wartości kulinarnej. Ale bolenie złowiłem chyba ze 3 lub 4 w życiu, więc to promil złowionych ryb.

      Ja nawet nie jestem przeciw wypuszczaniu ryb, jestem przeciw religii Catch and Relese, sekciarstwu, wmawianiu innym, że są gorsi bo nie sa C&R, że są rzeźnikami bo nie są C&R, bo w tej religii jest coś niegodnego, coś kłamliwego, coś nieludzkiego.
      Rozumieli to indianie, rozumieja to ludy trzeciego świata, a my z kraju rozwinietego nie rozumiemy?

      Catch and release to zadawanie bólu dla przyjemności, mówienie, że nic złego się nie stało, że je okaleczyłem, zadałem ból, bo przecież je wypuściłem. Jest dla mnie czymś złym kaleczenie ryb dla zabawy. Dla mnie to marketing pozwalający sprzedać więcej wędek, zwiększyć oglądalność tej strony.

      Jeśli powstaną przepisy, które będą nakazywać Catch and Release, wtedy zupełnie zrezygnuję z łowienia ryb. Daje na to uroczyste słowo honoru.

      Ja naprawdę działam wbrew marketingowi wędkarskiemu, bo łowię o wiele rzadziej niż bym mógł, kupuje przez to mniej wędek, mniej kołowrotków.
      Łowię tylko wtedy, kiedy mam apetyt na rybę. Jedynie na forum wywołałem ten temat z powodów czysto marketingowych i to przyniosło oczekiwany efekt.

      Teoretycznie w Polsce nie trzeba zabijać ryb, bo można kupić rybę, którą dla nas wcześniej zabił ktoś inny. Zabił dla nas, w Polsce tyle ile może sprzedać. Jeśli sam złowię i zabiję rybę, ktoś inny nie będzie musiał robić tego dla mnie.

      Jeśli C&R jest czymś tak promowanym, pytam się dlaczego nie mogę kupić kotwiczki bezzadzioroej? haków bezzadziorowych. W tym samym sklepie, wktórym są koszulki C&R, w tym samym sklepie gdzie są czapeczki C&R, prezerwatywy C&R pewnie też……. nie ma haków bezzadziorowych.
      To pokazuje, jaka to jest obłuda.

      Nie łowię ryb tylko dla dobrej zabawy, jestem Catch and Eat

      • Ech, nie sposob na to nie odpowiedziec.
        Myslisz troche C&R z …. klusownictwem. C&R nie upowaznia do lowienia ryb w ich okresie ochronnym. Prawo tego wyraznie zabrania i kazdy etyczny wedkarz powinien sie tego stosowac.
        Nigdy nie probowalem lowic pstragow we wrzesniu, czy szczupakow w kwietniu. I sumienie mam czyste. Powiem wiecej. Lowienie pstragow w lutym tez powinno byc zabronione. To ze nastawiamy sie na wypuszczanie ryb, nie upowaznia nikogo do lowienia ich w okresach ochronnych. I inne zachowanie nie ma nic wspolnego z C&R. Jest po prostu klusownictwem i tyle.
        A co do hakow i kotwiczek bezzadziorowych. Jak sie poszuka to sie i kupi. Ale faktem jest. ze poza metoda muchowa, dosc trudno je zdobyc. Ale czy zastanowiles sie czemu ?.
        Czemu dla muszkarzy jest masa hakow bezzadziorowych a do innych metod nie ma. ?. Moze dlatego, ze muszkarze jako jedyna liczaca sie grupa przeforsowala na producentach produkcje. Ide o zaklad ze gdyby bylo duze zapotrzebowanie wsrod gruntowcow czy spinningistow an takie haki, to i one pojawilyby sie w wiekszych ilosciach. Ale widocznie strach przed utrata ryby wsrod tych grup jest wiekszy o troski o kondycje wypuszczanej ryby.

        • Paweł. Masz rację jakbym dobrze poszukał, kupiłbym haki bezzadziorowe. Ale dlaczego mam szukać?
          Czapeczek, koszulek, reklam kecz end rilejz nigdzie nie muszę szukać, atakują mnie zewsząd, to i haki i kotwiczki powinny być powszechnie dostępne.
          Nie uważasz, że byłaby to konsekwencja?

          Muszkarze ten problem mają rozwiązany, to fakt, ale tylko muszkarze.
          Kotwiczki bezzadziorowe robię sam, ale nie dlatego, że jestem C&R a dlatego, że takie są skuteczniejsze w zacięciu, również dlatego, żeby nie szarpać się z rybą, żeby ja uwolnić.
          Paweł ty nie uganiasz się za rybami w okresie ochronnym. OK. Szacun dla ciebie za to.
          Jednak w niedzielę poprosiłem o usunięcie szczupaków z forum, bo jeden kecz end rilejz nie widział w tym nic złego.
          Ty widzisz, ja widzę, kilku kolegów widzi…… ale wielu kecz end rilejzów nie widziało w tym absolutnie nic złego. Linia obrony kecz end rilejzów jest taka, że łowili okonie i akurat się złapał, najpierw jeden, później drugi szczupak. Zdjęć z uwalniania jakoś nie widziałem.
          Ja i ty nie biegaliśmy w tym czasie po brzegu ze spinnem. Nie mamy sobie nic do zarzucenia.
          Jednak wg kecz end rilejzów to ja jestem rzeźnikiem, bo czasami coś złowię i zjem.

          • Widzisz, kazdy kij ma dwa konce. Ty nazywajac tych co lowia tylko dla przyjemnosci sadystami nie postapiles lepiej niz Ci ktorzy nazwali Cie rzeznikiem.
            Ja nie uwazam sie za kogos lepszego. Po prostu mam swoje poglady, i uwazam, ze gdybym chcial zabierac ryby i podobnie postepowaliby moi kumple to po 2-3 sezonach musielibysmy poszukac sobie nowego lowiska. Ale jesli ktos wezmie 2-3 ryby raz na jakis czas bo ma akurat na rybe ochote (ja ryb slodkowodnych nie lubie) to nie ma wielkiej tragedii. Ale jak widze ludzi, ciagle tych samych, targajacych worek plotek czy malych jazikow za kazdym razem z szyny w okresie kiedy te ryby bralyby i na pusty haczyk, robi mi sie slabo. A robia to dlatego, ze zal puszczac, ze jeszcze tydzien, dwa i przestana brac.

      • no nie sposób nie odpowiedzieć 🙂
        po pierwsze C&R nie jest alibi dla łowienia ryb w okresie ochronnym. łowienie celowe ryb w okresie ochronnym to kłusownictwo. kropka.
        po drugie ciągle nie czaję 🙂 jak niby C&R zwiększa sprzedaż wędek czy haczyków ? tzn . wg Ciebie jak by nie było C&R to sprzedawało by się tego mnie ?:)Nie chcesz nie kupuj koszulek i czapek C&R:) kup inna bez napisu albo z napisem C&E:) ale pamietaj ze to tez komercja bo na tym też ktoś zarabia. Po co nam wędki węglowe:)? na tym ktoś zarabia – komercja? a plecionki ? itd:)
        po trzecie jak się kiedyś spotkamy to Ci pokaże jak w 5 sec z normalnego haka zrobić hak bezzadziorowy:)

        Ja nikogo do C&R nie namawiam:) wolny wybór. Ale idziemy w kierunku na końcu którego będą w tylko płatne , drogie łowiska specjalne z C&R i tylko tam będzie szansa złowić rybę a w pozostałych wodach będzie pustaka. Wtedy to dopiero będzie komercja 🙂 spowodowana metoda C&E:)
        pozd Krys
        p.s. na koniec małe pytanie – zagadka matematyczna, znad rzeki którą doskonale znam a mój Tata wychował się nad nią. miedzy miejscowością A i B jest 8 km pięknej rzeki z zakolami itd. szerokość 2-4 m. głębokość 1-3 m. rzeka meandruje co 10-20 m. Na każdym zakręcie rzeki można złowić 1-2 , a czasami 3 szczupaki. jak długo będzie trwał ten okres zakładając że liczba wędkarzy w A i B łowiących szczupaki wynosi 25 + / na jesieni 40/. każdy jest na rybach 40 + razy w roku i każdy stosuje C&E?

        • Mogę zjeść ze smakiem jakieś 4 szczupaki w miesiącu, złowić potrafię kilkadziesiąt, z których nie przeżyje więcej niż 4, nawet jak zostaną wypuszczone wszystkie.

          Każdego wcześniej czy później sumienie ruszy. C&R mówi nic złego się nie stało i możesz łowić do woli, ile tylko chcesz, jesteś super bo jesteś kecz and rilejz.
          Gdyby nie było C&R, w pewnym momencie przyszłoby opanowanie, opamiętanie. Tak jak przyszło do mnie.
          Ale C&R uspakaja sumienie i to opamiętanie nie przychodzi.

          Zakładając że łowię ryby tylko jak je jem, a połowa ludzi ich nie lubi, nad wodą mielibyśmy połowę łowiących. Kupili by połowę wędek, połowę kołowrotków, połowę przynęt.
          To na start.

          C&R mówi, nic się nie stało, wypuściłeś rybę, jest ok, a jak zdechnie, to co? przecież wypuściłeś, jesteś czysty. C&R namawia mnie do tego, żebym łowił kilkadziesiąt szczupaków miesięcznie, bo przecież nic się złego nie dzieje. Potrzebuje do tego dużo przynęt, zajeżdżę więcej kołowrotków, połamię pewnie więcej wędek. I do tego służy C&R, żeby sprzedawało się więcej wędek, więcej przynęt, więcej kołowrotków i…. było okaleczonych więcej ryb

          A mnie wystarczą 4 szczupaki na miesiąc. Po co łowić więcej? Po co je kaleczyć jak nie zamierza się ich zjeść?

          Wcześniej były już wyliczenia:
          50 trupów po obu stronach, po równo (50 zjedzonych i 50 co zdechły po wypuszczeniu)
          po stronie C&R dodatkowo 950 okaleczonych. Po stronie C&E straty kończą się na 50 zjedzonych.

          Straty przemysłu wędkarskiego spore. Bo te 950 dodatkowych ryb trzeba było czymś okaleczyć, złowić żeby wypuścić, kupić przynęty, haczyki, żyłki itd itd. Zamiast złowić te 950 ryb co je miałbym wypuścić włóczyłem się po jeziorze, nie łowiąc, oszczędzając sprzęt, oszczędzając ryby.

          Co jest lepsze dla przyrody?, zjeść ze smakiem 50 ryb, czy spowodować śmierć 50 i okaleczyć dodatkowe 950?

          Zjadając 50 ryb złowionych oszczędziłem życie jakiś innych zwierzaków, które bym zjadł zamiast. No coś jeść muszę, nie jestem wege. Nie ma dla mnie znaczenia kto zabije te zwierzaki, żebym mógł je zjeść. Uczciwiej jest, jak robię to sam.

          • Problem jest taki, ze to co Ty proponujesz, to koniec wedkarstwa dla ogromnej grupy wedkarzy. Ludzi ktorzy lubia lowic, ale juz nie koniecznie jesc.
            I mam gdzies, czy przemysl wedkarski z tego tytulu upadnie czy nie. To nie jest dla mnie zaden argument. Jesli nie mialbym wyjscia, lowilbym na kij z leszczyny. Ale lowie, bo lubie lowic a nie dlatego ze ktos wpoil mi idee C&R i nagle uspokoil moje sumienie. Szczerze mowiac, wypuszczajac rybe mam spokojniejsze sumienie niz ja zabijajac. Kilka lat temu potrafilem zabrac kilka jazi w roku z Pilicy. Dla zony ktora lubi ryby. I prawde powiedziawszy zawsze mialem gdzies tam moralnego kaca.
            A co do wyliczen. Ostatnio tak sobie je zweryfikowalem na podstawie 2012 roku.
            Piszac tylko o miarowych rybach zlowilem ich na 100% nie wiecej jak 300. Bylem na rybach jakies 40-50 razy. Tak wiec, zakladajac ze jednak te 5% zakonczylo zywot, robi sie jakies 15 ryb. Czy inne okaleczylem ?. Zalezy co rozumiemy pod tym pojeciem. Jesli wychaczam rybe bez dotykania, stosuje w 99% haki bezzadziorowe (gdzies tam jeszcze placza sie stare pojedyncze muchy na zadziorach) to trudno tu mowic o kaleczeniu. Przypuszczam ze wieksza krzywde robi sobie podczas tarla. A teraz, gdybym mial ochote na ryby i zabieral wszystko zgodnie z regulaminem (bo priorytetem bylby dla mnie walor kulinarny – pomijam niejadalnosc jazia ) straciloby zycie jakies 200-300 ryb.Gdyby postapili podobnie jak ja moi znajomi z ktorymi lowie na muche, z odcinka ok 1 km rzeki znikneloby kilkaset ryb w imie C&E. Jak myslisz. Ile potrzeba, zeby zapanowala tam pustynia ?.

          • Tak, to jest koniec wędkarstwa dla dużej liczby ludzi.
            I o to chodzi. W końcu trafne wnioski.
            Ryb będzie więcej, nie będą kaleczone.
            Bo po jaką cholerę łowić ryby, jak się ich nie chce zjeść?
            Dla zabawy w kaleczenie? dla sadyzmu?
            To jest wg Was etyczne?

  6. Jestem KŁUSOWNIKIEM, MIĘSIARZEM, RZEŹNIKIEM…. I CH…J wie co jeszcze, dajcie se spokój.
    Przecież tego się nie da czytać. Dzieci w przedszkolu szybciej zrozumieją co się do nich mówi. A tu ciągle to samo.

    • Pawel. Poki nikt nikogo nie obraza (po pierwszej fali nieco sie uspokoilo 🙂 ) nie widze powodu, aby nie komentowac tak waznej sprawy. Kazdy ma swoje racje i zdanie.
      Tak jak to napisal Rafal, do C&R trzeba samemy dojrzec. I albo ktos uzna, ze to sluszne albo stwierdzi ze to nic nie daje. Ja osobiscie jeszcze z czasow spinningu sporo ryb usmiercilem. I o dziwo, w czasach kiedy nikt jeszcze nie mowil o C&R (ba nie bylo internetu) sam stwierdzilem, ze jak tak dalej bede postepowal, to z „mojego” odcinka rzeki wytluke wszystkie okonie i szczupaki. I tak oto z dnia na dzien razem z kumplem postanowilismy nie zabierac okoni z odcinka Zalew – Tomaszow. I nie bylo to podyktowane ekologia, miloscia do zwierzat itp a czysta kalkulacja. Chcielismy jak najdluzej cieszyc sie rybami w wodzie. Potem przyszla kolej na szczupaka (sami podnieslismy sobie wymiar o 10 cm). I wierz mi, ze poczule sie duzo lepiej, wypuszczajac te ryby. I nie byla to zadna moda, propagowanie przez innych itp. To byly lata 80-90 i postepowanie moje bralo sie tylko i wylacznie z wlasnych przemyslen i strachu o stan naszych wod.
      Teraz nie zabiore zadnego lipienia mimo ze tatar z tej ryby jest moim przysmakiem. Ale jesli stanie sie cud i nagle ryby te pojawia sie wszedzie w duzych ilosciach, na pewno kilka ryb straci zycie.

  7. A ja jestem zwolennikiem C&R i nikt mi nie zabroni wypuszczania ryb.Areszta niech myśli co chce.tylko że ja dojżałem do takich decyzji.Po co mam zabierć ryby skoro nikt w moim domu nie chce ich jeść.Nie jestem fanatyczny bo wiem do czego służy regulamin w którym nikomu nie zabrania się zabrać ryb zgodnie z limitami.Ideologia C&R powinna być przemyślana przez każdeego z nas osobno. Nikt nikomu nie powinien nażucać C&R z góry , to jest sprawa każdego z nas z osobna.Pomyślcie trochę najpierw a potem obrzucajcie się rybim mięsem.Jesteśmy dorośli a zachowanie daje wiele do myślenia.Niech każdy jest wobec siebie szczery wtedy będzie szczery wobec innych i sam stwierdzi czy chce być C&R czy nie.chcecie bieżcie nie chcecie nie bierzcie to jest sprawa każdego z osobna i tyle.POZDRAWIAM….

  8. hm…mam wrażenie , że ciągle gadamy o dwóch różnych rzeczach:)
    1. skąd niby wiesz , że na kilkadziesiąt wypuszczonych szczupaków przeżyją 4?
    2. wywody na temat zależności pomiędzy ilością kupowanego sprzętu a C&R są mało przekonujące. Ile przeciętny wędkarz ma spiningów ? 1-2 -3 ? co ile lat je zmienia? czy jak będzie miał dobrą wędkę to łowiąc 4 ryby na miesiąc będzie mógł jej używać 10 lat a jak będzie łowił 40 ryb na miesiąc to tylko 2,5 roku ?:) kołowrotki powiadasz trzeba zmieniać jak się dużo łowi:) dobry kołowrotek muchowy jest wieczny 🙂 dobry spinnngowy będzie służył 10-15 lat bez problemu.
    Na zakup sprzętu nie zawsze wpływa ilość dni spędzonych nad wodą ….czasami kupujemy wędki, a potem z braku czasu leżą one w szafie.
    powiem Co tak. Nie lubisz C&R no problem 🙂 Nie lubisz ludzi , którzy wierzą w tą zasadę no problem:) Ale powiedz to wprost. Nie stawiaj tez , których nie możesz udowodnić:)

    • Nie można udowodnić?
      Co trzeba udawadniać w twierdzeniu, że zabawa kaleczenie ryb dla przyjemności jest zła? To dla kogoś nie jest oczywiste?

      Może pewna grupa nie jest w stanie zrozumieć że kaleczenie ryb dla zabawy jest czymś niegodnym, nieludzkim i tkwią w tym swoim sadystycznym fanatyźmie, w tej pogardzie dla natury będą tkwić do końca.
      Byle nie mówili, że do wyższej formy sadyzmu trzeba dojrzeć, o ile jest to zgodne z prawem, niech robią co chcą, nawet jak to jest podłe, jak jest niskie z moralnego punktu widzenia.
      Bo C&R to wg mnie fanatyzm, to sekta. Dowodem na to jest wyłączenie myślenia. kecz end rilejz mówi, nie jesteś z nami, jesteś rzeźnik, jesteś gorszy, musisz dorosnąć.
      Jeśli 5% czytelników zrozumiało co mam na myśli, będzie to mój wielki sukces, a wierzę że więcej.
      Rozumieją to Indianie, Innuici, Afrykańczycy…
      Wierzę, że biali ludzie też są to w stanie zrozumieć.

      Paweł Z powiedział, jestem egoistą, lubię kaleczyć ryby.
      I ja to rozumiem, ja to szanuję. To jest uczciwe.

      Dorabianie jakiejkolwiek ideologii do kaleczenia ryb dla zabawy jest natomiast nieuczciwe, oszukańcze wobec siebie, oszukańcze wobec natury, oszukańcze wobec świata. Pytam się po raz kolejny? Po co kaleczyć ryby dla zabawy? Po co zadawać im ból. Przecież to są żywe zwierzęta. One czują.

      Wytłumacz mi co jest fajnego w okaleczaniu ryb dla zabawy? Co jest w tym fajnego i podobno tak bardzo etycznego.
      Nie jem ryb, to po jaką cholerę mam je łowić? Czy nie bardziej etycznie będzie dać im spokój? i zająć się czymś co nikogo nie krzywdzi?

      Jem czasami ryby, to czasami sobie rybkę złowię.
      Polecam sandacza na masełku.

      • Dla mnie ciągle bez sensu.
        Czy ja piszę, że C&R stanowi alibi dla sadyzmu??? czytaj ze zrozumieniem 🙂
        Ja lubię łowić ryby dla samego łowienia. jeżeli wg. Ciebie to sadyzm to ok 🙂
        Nie lubisz kaleczyć ryb, uważasz że to sadyzm ? ok . zatem nawet jak masz ochotę na sandacza w masełku idź do supermarketu! czemu idziesz łowić?
        Możesz iść dalej i nie jeść ryb a zatem nie wspierać sadyzmu jakiego dokonują rybacy łowiąc je w sieci.
        nie każ nam się wzorować na Indianach czy Inkach bo są przejawy tak skrajnego okrucieństwa w ich kulturze że szczęka opada.
        Idąc dalej twoją ideologia można tez stwierdzić : nie kupujcie nowych samochodów , które lepiej jeżdżą i palą mniej paliwa. to na 100 % jest chwyt marketingowy producentów samochodów żebyśmy więcej kupowali tych samochodów i na 100 % dogadali się oni z producentami paliw:)
        Jeżeli już szukasz jakieś teorii spiskowej 🙂 to odpowiedz sobie na pytania: co to jest FED? do kogo należy ? Co to jest BIS?:) i do kogo należy NBP?
        wtedy zobaczysz gdzie idą pieniądze za te wszystkie wędki, kołowrotki, łódki itd:)
        i odpowiesz sobie czy do koncernów 🙂
        pozdr Kryspi

        • Jeżeli ktoś tu czegoś nie rozumie, to Ty. masz jakiś papier na to, że jesteś najmądrzejszy na świecie i zjadłeś wszystkie rozumy?

          Tak, C&R to alibi dla sadyzmu, to namawianie do kaleczenia ryb dla przyjemności pod ładnie brzmiącą nazwą.

          Tego sandacza w markecie, tez ktoś musiał zabić, to tak trudno zrozumieć? Kto jeszcze tego nie rozumie??
          Ten sandacz z marketu nie jest z plastiku, nie jest z fabryki, jest z wody, został zabity przez kogoś. Kecz end rilejzy, zrozumcie, że śmierdzące ryby z marketu, tez kiedyś były żywe i pływały w wodzie!!!!!

          Sandacz na masełku ma sens jak jest taki natychmiast z wody. Dzień w lodówce to już nie to samo, a taki z marketu jest śmierdzący i niejadalny. Ale każdy je to co lubi.

          Czyli okazuje się, że kecz end rilejzy jedzą podstarzałe ryby z marketu. a świeże wypuszczają 🙂 bo wierzą, no własnie w co?
          Że ryby z marketu są robione w fabryce?

          Gdybym był złośliwy powiedziałbym byle co jedzą byle co gadają, ale nie jestem i nie powiem.

          Teorii spiskowych tutaj nie poruszamy, to nie takie forum.
          A co do FED to zdaje mi się, że masz rację.

          Zużycie paliwa Zużycie paliwa (średnie) zależne od mocy odbieranej z silnika
          Litrów/KM/godzinę
          Diesel
          0,205
          Benzyna
          0,373

          To zużycie można oszukać poprzez udawanie, że silnik ma inną pojemność. (turbo i intercooler większą, EGR mniejsza)
          Cała ta nowoczesność w silnikach spalinowych okupiona jest kosztami.
          Nie chcę filtra cząstek stałych w aucie…. to ekoterroryzm przez który są same kłopoty. Nie chcę koła dwumasowego…. Korzyść wątpliwa, wymiana kosztowna. Dorabianie ideologi o nowoczesności do silników tłokowych to tani marketing. Nie lubię tanich rzeczy, w marketach jestem jak muszę. Skoro silnik tłokowy jest taki super, dlaczego nie jest stosowany w normalnych samolotach? zastanawiał się nad tym?

          Możecie opowiadać, że tanie wino jest dobre bo jest dobre i tanie, ja nie znoszę tanich rzeczy.

          Ryby łowię amatorsko więc moje zdanie jest to zdaniem amatora i tylko amatora.
          Co do napędów i silników (nie w samochodach, to fakt) zajmuję się profesjonalnie, zawodowo.

          Swoją wypowiedzią pokazujesz jak jesteś podatny na tani marketing.

          Moje auto posiada recyrkulacje spalin, ale wolałbym żeby spalało litr paliwa więcej, a żebym nie miał tego syfu pod maską (syfu w dosłownym tego słowa znaczeniu, dosłowny syf jest w kolektorze dolotowym)
          W tym przypadku nowoczesność polega na produkowaniu syfu w kolektorze dolotowym.

          W mojej branży doskonały silnik to taki, który ma 60 koni z 4 litrów pojemności. Dzięki temu jest niezniszczalny i spokojnie może nieprzerwanie przez 2 miesiące. Bez turbiny, bez common rail.
          Taki silnik nie nadaje się do samochodu, ale do pewnych zastosowań to jedyna droga, bardzo kosztowna droga. Gdyby te nowe ekkoterrorystyczne wynalazki były takie cool to byłyby pożądane w mojej branży, a nie są. Taki silnik bez ekkoterrorystycznych dodatków kosztuje wiecej niż moje auto ze wszystkimi ekkoterrorystycznymi gadżetami.

          Wszystko jest względne.
          Gdyby kecz end rilejzów nie puszczać na ryby, a łowili tylko ci co mają taką potrzebę, mielibyśmy miliony mniej okaleczonych ryb z pożytkiem dla nas prawdziwych wędkarzy. (celowa prowokacja, jeden kecz end rilejz powiedział, że to ja nie jestem prawdziwym wędkarzem, baaa wogóle nie jestem wędkarzem)

          Nie jestem przeciw wypuszczaniu ryb, ale z cała stanowczością walczę z chora kłamliwą ideologia kecz end rilejz.
          Walcze o to, żeby rozumieć, że rybę którą widzimy w markecie, ktoś musiał zabić
          Kecz end rilejzy, błagam zrozumcie to, że ryba to zwierzę a nie rzecz, zarówno ta w wodzie jak i ta w markecie.

  9. @PawełZ Bardzo dobrze ujęta odpowiedź. Jednak mówienie o rybach i stawianie ich w świetle niemalże jakiegoś bożka, to moim zdaniem jest trochę chore. Od zawsze człowiek wiódł prym wśród ssaków, a ryba to tylko kolejny element w łańcuchu pokarmowym. Więc pytanie czy trzeba to wszystko idealizować. A zasada C&R w mojej, podkreślam mojej opinii to jakaś bzdura. Wypuszczam rybę której nie chcę wziąć z jakiś powodów i mam mówić że wypuściłem ją w myśl zasady C&R? Kogo będę oszukiwał? Chyba sam siebie. A zasada i odpowiedź jest prosta powtarzana przez wielu w kontekście tekstu: „nikt u mnie ryb nie jada”, „nie lubię ich jeść” itp.I gdzie tu C&R? C&R Bzdura totalna.

    • C&R to C&R. Nie istotne z jakiego powodu :).
      Lepiej jak ktos wypusci rybe, jesli nie lubi ich jesc badz nie ma w rodzinie nikogo komu by sprawil przyjemnosc swierza ryba niz zabierze i potem nie ma co z nia zrobic.
      A przeciez mogliby zabrac w swietle przepisow, przyniesc do domu, pokazac jacy to macho i … wywalic do smietnika. A niestey wielu tak robi. Dla wielu wazniejsze jest zaspokojenie wlasnej proznosci (patrzcie wszyscy jaki wspanialy ze mnie lowca) niz zdrowy rozsadek. I tacy wg mnie sa najgorsi.

  10. Dziękuję wszystkim, za głos w dyskusji. Jeśli ktoś jeszcze ma coś do dodania bardzo proszę dzisiaj, bo jutro zamknę możliwość komentowania. Nie chcę żeby ten portal żył tym jednym artykułem. Koniec marketingu, zaczynamy normalnie działać.

    Indianie, Innuici, ludy afrykańskie itp. Nikt z nich nie miał problemu z naturą. Żyli w głębokiej symbiozie z naturą, byli wrośnięci w naturę. Oni wszyscy nie byli Catch and Release. Żyli w głębokim poszanowaniu natury, bo ta natura ich żywiła.

    Problemy zawsze pojawiały się wraz z przybyciem białego człowieka, który pod różnymi szczytnymi hasłami wyżynał w pień co się dało. A to wieloryby, a to bizony, a to Indian itd. itd.

    Nikogo nie namawiam do zachowań nietycznych, wręcz przeciwnie. Proszę tylko o przemyślenie, jak z tą etyką tak naprawdę jest. Czy C&R to przez przypadek nie jest moralność Kalego.

    C&R to marketing, reklama, którą sprzedały nam koncerny wędkarskie dla zysku, dla szkody dla natury, dla szkody dla nas wędkarzy.
    Oni doskonale wiedzą, że statystycznie większość wędkarzy nie odkryje haczyka, który się w tym kryje. W ten sposób mnie obrazili, bo uznali mnie za pozbawionego myślenia.
    Wbrew opinii koncernów wędkarskich, nie jestem jednostką niezdolną do własnego myślenia.
    Jak ktoś zbyt usilnie mnie do czegoś namawia, to musi, na bank musi być w tym coś złego, coś niegodziwego.

    Jeśli każdy koncern wędkarski promuje C&R to jest w tym coś podejrzanego, prawda?. Bo przecież nie robią tego dlatego, żeby sprzedawać mniej. Jest to forma reklamy z ich strony, bardzo sprytnej reklamy, bo na pozór, na pierwszy rzut oka, wszystko to perfuma, wszystko wygląda super. W rzeczywistości mają statystyki, które mówią zupełnie coś innego.

    Wielu z nas bezkrytycznie połknęło ten haczyk (ja początkowo też). Oni to robią dla zysku. Sprzedali nam ideologię, która usprawiedliwia tych, co ryb nie jedzą, ryb nie potrzebują, a je łowią. Usprawiedliwia większą ilość złowionych ryb, niż nakazywałaby logika, nawet sumienie. Wmówili nam, że kaleczenie ryb dla samego kaleczenia jest fajne, że jest to coś, czym pod hasłem C&R należy się szczycić, a nie wstydzić.

    O to właśnie chodzi, żeby ci co ryb nie jedzą, nie kaleczyli ryb, nie szlajali się po brzegach z wędkami. Kecz end rilejzy dzięki marketingowi C&R dostali pretekst, dostali usprawiedliwienie.
    Dla mnie kaleczenie ryb dla zabawy jest niefajne, jestem mięczak, nie potrafię ich kaleczyć dla zabawy.
    Łowię, a przez to kaleczę dużo mniej ryb, niż wtedy kiedy byłem C&R.
    Nauczyłem się ograniczać swoje sadystyczne żądze. Znalazłem sobie nowe hobby związane z wędkarstwem, a jest nim mapowanie jeziora na którym łowię. Mam kontakt z przyrodą, mam zajęcie, a nie kaleczę ryb 12 godzin, a powiedzmy godzinę.

    Wiem, że robię to ze szkodą dla koncernów wędkarskich, że mam kołowrotki, które wytrzymują 10 lat, a nie powinny. Dla nich jestem stracony.

    Tak, ograniczy to skalę wędkarstwa, ale z pożytkiem dla natury, z pożytkiem dla nas wędkarzy. Ze stratą dla koncernów produkujących sprzęt wędkarski.

    Wiem, że pozornie wygląda to odwrotnie, ale tylko pozornie. Proszę Was, poświęćcie kilka minut na przemyślenie tego.

    • To juz ostatnia moja odpowiedz w tym temacie.
      Ale odniose sie do marketingu.
      Poogladaj na Vimeo filmy sponsorowane np przez Sage’a czy Scott’a. Tam wszyscy wypuszczaja ryby. Tylko zgodnie z Twoja teoria po cholere te firmy sprzedaja wedki czy kolowrotki z dozywotnia gwarancja ?. Jaki maja w tym cel marketingowy, bo za cholere nie wiem.
      Powinni powiedziec, „lowcie az do rozpadu wedki czy kolowrotka i kupujcie nowy”. Ale kto kupi jak moze wymienic na nowy. Dodam jeszcze ze firmy te po pojawieniu sie nowego zamiennika nie robia problemow przy zamianie. Oczywiscie trzeba poniesc koszty techniczne (20-50$) ale to nie 600 jak za nowa wedke.
      Ja kupilem kilka lat temu wedke i jesli nie zdazy sie jakas dziwna historia, to bede mial ja byc moze do konca. Podobnie z kolowrotkiem. I C&R nie ma tu nic do rzeczy.
      Proste pytanie. Mamy dwa odcinki rzeki
      1) C&R i drugi analogiczny C&E. W Polskich realiach. W ktorym bedzie wiecej ryb.?
      Znam osobiscie kilka taki przypadkow i wszedzie, mimo sklucia duzo wiekszej ilosci ryb na odcinku C&R, jest wiecej ich tam duuuuzo wiecej niz na C&E.

Przejdź do paska narzędzi