[wpdreams_ajaxsearchpro id=1]
Zaplątani w sznurze
Styczeń 13, 2014
0
P9291729-300x225

P9291729Sobotni poranek przywitał nas lekkim mrozem. Łąki i dachy domów pokrywała biała warstwa szronu. Wg.wróżbity Pawła rokowało to na idealne warunki do połowu lipieni. Szybka kawa lub coś innego wg.uznania i jesteśmy gotowi do wyjazdu na łowisko. Trasę kilku kilometrów pokonaliśmy bez większych przygód i w doskonałych humorach stanęliśmy nad brzegiem Sanu. Woda krystalicznie czysta a  jesień bajkowo wybarwiła drzewa na zboczach gór. Widoki przepiękne zwłaszcza dla tych którzy byli tu po raz pierwszy.  Pospiesznie montujemy zestawy i ubieramy w wodery itp.

Ciekawostką było to że pomimo wczesnego poranka niektórzy z kolegów mieli z tym problemy. Kurczowo trzymali sie wnętrza samochodu i nie zważali na nasze prośby i nalegania . Jednak grupowa perswazja przekonała ich aby dołączyli do reszty.

san

Po wystrzeleniu racy wchodzimy do wody. Rozeszliśmy się na kilkuset metrach aby przypadkiem nie pościągać sobie nawzajem czapek z głów i zaczęliśmy łowienie. Przez pierwsze kilkanaście minut wypatrujemy życia na wodzie lecz niestety rzeka wygląda na całkowicie bezrybną. Nastąpiła chwila konsternacji,czy to napewno jest odcinek specjalny,gdzie sa ryby?

PICT0255Nagle Konrad wypowiedział magiczne słowo ? ?miałem zbiórkę?. Wszyscy skupiamy się jeszcze bardziej na łowieniu. Po jakimś czasie faktycznie ryby zaczęły objawiać swoją obecność. Z minuty na minutę było ich coraz więcej,w naszych głowach już roiły się liczby złowionych szt. lecz niestety lipienie kompletnie ignorowały nasze przynęty.

Wreszcie ktoś krzyknął JEST,jest pierwszy lipien złowiony przez nasza ekipę na Sanie. Z oddali dał się słyszeć potężny chlupot i było widać gejzer wody,pomyśleliśmy że ktoś ze szkółki muchowej przyciął wielkiego pstrąga lub nawet głowacicę.

san Sylwek

 Po chwili okazało się że to nasz kolega Tomasz niefortunnie runął do lodowatej jeszcze wody. Cóż,pomyślałem sobie że łapać i chodzić po wodzie to trzeba umić i nie zaprzątałem sobie już nim głowy. Trudno,każdego szkoda. Następne godziny upłynęły nam na zmianie much i wymyślaniu przekleństw pod adresem lipieni,które wciąż za nic miały sobie nasze starania.

jacek zgonJacek doznał skrajnej depresji i postanowił zaniechać na jakiś czas połowu. W sumie do godzin południowych nie mieliśmy rewelacyjnych wyników. Każdy zaliczył po kilka rybek ale mając na uwadze ilość spławów na wodzie,nasze połowy były raczej bardzo mizerne. Czas na śniadanie i chwilę odpoczynku.

sanDrugą turę rozpoczęliśmy kilka kilometrów w dół rzeki. Ryby grupowo oznajmiały swoja obecność. Były ich setki,jednak podobnie jak rankiem nie wskazywały chęci do współpracy. Mocno trzeba było się natrudzić aby trafić w ich gusta.

przemsza 034Zbierały tylko wybrane modele much lecz coraz częściej udawało się je złowić. Wiadomo że przy dobrej zabawie czas upływa niemiłosiernie szybko i słońce chowając się za horyzont dało sygnał do powrotu do bazy na kolację. Gospodarz uraczył nas wyśmienitą zupą grzybową i karkówką z grilla. Następnie wszyscy udaliśmy się na kurs kręcenia much i małą integrację.

Noc minęła bez większych przygód i po śniadaniu ponownie ruszyliśmy na łowisko. Mając doświadczenie z dnia poprzedniego nie nastawialiśmy się na rewelacyjne poranne łowienie.

PICT0203

Ryby zaczynały żerować wczesnym przedpołudniem lecz scenariusz był identyczny. Wybiórczo selekcjonowały nasze muchy.

Dopiero popołudniu zaczęło się coś konkretnie dziać. Tak beztrosko mijał nam czas że nie zwróciliśmy uwagi na to że czeka nas długa droga powrotna. Z niemałym bólem wyszliśmy z wody i zaczęliśmy żmudne pakowanie.

To była rewelacyjna wyprawa i mam nadzieje że nie ostatnia.

Piliczne Bolenie część II
bolek600

Ponieważ wiosna i maj za pasem postaram się  przybliżyć technikalia połowu mojego ulubionego drapieżnika – bolenia. Ryba ta wymaga troszkę innego podejścia niż bardziej pospolite gatunki występujące w nizinnych rzekach. Jedno jest pewne i przetestowane, jeśli chcemy złowić bolenia, nastawmy się tylko na tego przeszywającego  powierzchniowe warstwy wody  rozbójnika. Oczywiście, można złowić bolenia przy okazji, (co i mi się trafiło) jednak jeśli nastawimy się na celowy połów  stosując się do   wskazówek opisanych w blogach i ogólnie dostępnej literaturze  raczej powinniśmy odnieść sukces.

Czytaj cały artykuł na blogu Przemka

Red Tag
Red-Tag-na-16

Wzór muchy pochodzi prawdopodobnie z 1850 roku.Twórcą był  Martyn Flynn z Worcestershire, Anglia. Początkowo poważana, jako sucha, później mokra. Mucha stworzona by naśladować małego chrząszcza, choć mało do niego podobna skutecznie kusi klenie, jazie, pstrągi a w mniejszych rozmiarach na hakach 16, 18, 20 dobra na lipienia, jelca, płoć. Jako początkujący krętacz much zacząłem oczywiście od tego wzoru? Prostota wykonania i materiały, jakie potrzebujemy stawia tą muszkę na pierwszym miejscu dla potencjalnych flitersów. Pokaże wam jak wykonać suchą odmienne tej muszki. Jedyny problem stwarza jeżynka, która powinna być wykonana z jakiejś genetycznej kapki koguta, czym zwiększa pływalność. Można użyć tanich indyjskich, najwyższej klasy i raczej tych początkowych z kapki szyjnej. Do wersji mokrej wystarczy użyć na jeżynkę brązową kapkę z kury i będzie o.K. Powiedzmy że chcemy zrobić suchą na klenia:
Materiały
Haczyk: od 12 do 8 w miarę cienki do suchej
Tułów: promienie pawia
Ogonek: czerwona wełna, jakiś jedwab, pióro z marabuta
Jeżynka; szyjna kapka z koguta brąz
Nić: przy tych rozmiarach 0/6 Uni brąz
Zaczynamy jak zwykle, nić wiodąca.

Następnie dajemy ogonek z jakiegoś krwiście czerwonego materiału.

Catch and release
!1111039_59985823

Jakiś czas temu na naszym czacie została poruszona sprawa C&R. Chwilę później zostałem zwyzywany przez Zbyszka i Łukasza od rzeźników. W ich opinii nie jestem wędkarzem. Tak to już bywa, że jak się rozmawia na czacie publicznym, różni ludzie tej dyskusji się przysłuchują… Dostałem prywatnego maila w tej sprawie, którego postanowiłem tutaj opublikować. Nie jest to głos amatorski, na zasadzie a tak mi się wydaje. Osoba, która to napisała posiada szerokie wykształcenie z zakresu etyki, szerokie doświadczenia życiowe z życia na różnych kontynentach i w różnych kulturach.

Cytuję:

C&R to raczej problem psychologiczny niż etyczny.

Gdyby spytać rybaka na Mekongu, Indianina w dżungli, czy Papuasa ? Po co łowi ryby? – to zastanawiałby się nad stanem umysłu pytającego. Oczywiste jest, że ryby łowi się do jedzenia lub na sprzedaż, -też do jedzenia.

Ile trzeba złowić? Tyle ile się zje albo sprzeda. Kropka.

Skąd więc pomysł na łowienie i wypuszczanie?

Z dobrobytu, wszechobecnej komercji i pogardy dla natury. O ile myśliwi mają alibi ? zabijają zwierzęta w zastępstwie drapieżników, które wcześniej wytrzebili do nogi, o tyle wędkarze nie mają żadnego rozsądnego argumentu.

Jeśli założymy, że każdy wędkarz ma podstawową wiedzę o środowisku ryb, to ma również świadomość, że stosując C&R jest szkodnikiem. Rani rybę, ściera jej warstwę ochronną śluzu, powoduje szok. Taka ryba w środowisku pełnym bakterii, drobnoustrojów, pasożytów i drapieżników traci szanse na przeżycie. C&R zachęca do nieograniczonej ilości połowu, a mamy przecież tylko w Polsce 2 miliony wędkarzy. Przeliczcie !

Jaki jest zatem cel pomysłu C&R, kto wam wklepał w mózg chęć łowienia bez opamiętania i wyrzutów sumienia. Bo w podtekście ma to być metoda ekologiczna (?!).

Jest w tym rozumowaniu jeszcze coś niemiłego. Wędkarze kupują ten komercyjny kit bezkrytycznie, jako rodzaj usprawiedliwienia. Zamiast powiedzieć sobie jak dojrzały człowiek ? jestem szkodnikiem i łowię dla przyjemności, bo taki jest mój męski testosteronowy atawizm.

Ma to związek z uczciwością wobec siebie, bo człowiek inteligentny ma zwykle złe o sobie mniemanie i o swoim smętnym tańcu – to akurat Szymborska, ale pasuje też do C&R.

Osobiście pod tym tekstem podpisuję się czterema łapami.

Mając dylemat okaleczyć 10 czy 15 szczupaków i wypuścić je okaleczone, czy złowić dwa, zabić je zjeść i przestać okaleczać inne ryby??? Co wybierzemy? Zdeklarowany wyrachowany sadysta, usprawiedliwiając się super cool zasadą C&R będzie okaleczał ryby bez opamiętania, wmawiając wszystkim jakie to ekologiczne, jakie cool i obrażając wszystkich, którzy się sprzeciwią. Wyzywając jak pokazują ostatnie wydarzenia od „od rzeźników” odbierając mi prawo nazywania się wędkarzem (Zbyszek) Sam wybiorę drugą opcję, złowię dwa, zjem. Dla mnie bardzo często wędkowanie kończy się po kilkunastu minutach. Mając rybkę przestaję dalej łowić. Umiem zabić rybę i ją zjeść, ale nie umiałbym jej ranić dla zabawy. dla mnie to nie jest takie cool jak to się przedstawia na forach. Jak złowię swoją rybkę na kolację włóczę się łódką po jeziorze, ale nie łowie dłużej… Mając rybkę, umiem się opanować i nie bawić się dalej w wyrachowanego sadystę.

Propagowanie pseudoekologicznej, pseudoetycznej, pseudoludzkiej ideologii C&R uważam już za szczyt obłudy. Jak widzę koszulki C&R, widzę czapeczki C&R, na wielu forach ludzie mnie namawiają do C&R rzygać mi się chce od tej chorej propagandy.

Nigdy nie zgodzę się na propagowanie sadyzmu, na propagowanie homoseksualizmu, na propagowanie MultiKulti i wielu rzeczy ostatnio politycznie poprawnych. Może jestem staromodny, konserwatywny, choć w sprawie multikulti Angela Merkel ostatnio podziela moje zdanie, sama powiedziała, że multikulti było błędem.

Przejdź do paska narzędzi