[wpdreams_ajaxsearchpro id=1]
Catch and release
!1111039_59985823

Jakiś czas temu na naszym czacie została poruszona sprawa C&R. Chwilę później zostałem zwyzywany przez Zbyszka i Łukasza od rzeźników. W ich opinii nie jestem wędkarzem. Tak to już bywa, że jak się rozmawia na czacie publicznym, różni ludzie tej dyskusji się przysłuchują… Dostałem prywatnego maila w tej sprawie, którego postanowiłem tutaj opublikować. Nie jest to głos amatorski, na zasadzie a tak mi się wydaje. Osoba, która to napisała posiada szerokie wykształcenie z zakresu etyki, szerokie doświadczenia życiowe z życia na różnych kontynentach i w różnych kulturach.

Cytuję:

C&R to raczej problem psychologiczny niż etyczny.

Gdyby spytać rybaka na Mekongu, Indianina w dżungli, czy Papuasa ? Po co łowi ryby? – to zastanawiałby się nad stanem umysłu pytającego. Oczywiste jest, że ryby łowi się do jedzenia lub na sprzedaż, -też do jedzenia.

Ile trzeba złowić? Tyle ile się zje albo sprzeda. Kropka.

Skąd więc pomysł na łowienie i wypuszczanie?

Z dobrobytu, wszechobecnej komercji i pogardy dla natury. O ile myśliwi mają alibi ? zabijają zwierzęta w zastępstwie drapieżników, które wcześniej wytrzebili do nogi, o tyle wędkarze nie mają żadnego rozsądnego argumentu.

Jeśli założymy, że każdy wędkarz ma podstawową wiedzę o środowisku ryb, to ma również świadomość, że stosując C&R jest szkodnikiem. Rani rybę, ściera jej warstwę ochronną śluzu, powoduje szok. Taka ryba w środowisku pełnym bakterii, drobnoustrojów, pasożytów i drapieżników traci szanse na przeżycie. C&R zachęca do nieograniczonej ilości połowu, a mamy przecież tylko w Polsce 2 miliony wędkarzy. Przeliczcie !

Jaki jest zatem cel pomysłu C&R, kto wam wklepał w mózg chęć łowienia bez opamiętania i wyrzutów sumienia. Bo w podtekście ma to być metoda ekologiczna (?!).

Jest w tym rozumowaniu jeszcze coś niemiłego. Wędkarze kupują ten komercyjny kit bezkrytycznie, jako rodzaj usprawiedliwienia. Zamiast powiedzieć sobie jak dojrzały człowiek ? jestem szkodnikiem i łowię dla przyjemności, bo taki jest mój męski testosteronowy atawizm.

Ma to związek z uczciwością wobec siebie, bo człowiek inteligentny ma zwykle złe o sobie mniemanie i o swoim smętnym tańcu – to akurat Szymborska, ale pasuje też do C&R.

Osobiście pod tym tekstem podpisuję się czterema łapami.

Mając dylemat okaleczyć 10 czy 15 szczupaków i wypuścić je okaleczone, czy złowić dwa, zabić je zjeść i przestać okaleczać inne ryby??? Co wybierzemy? Zdeklarowany wyrachowany sadysta, usprawiedliwiając się super cool zasadą C&R będzie okaleczał ryby bez opamiętania, wmawiając wszystkim jakie to ekologiczne, jakie cool i obrażając wszystkich, którzy się sprzeciwią. Wyzywając jak pokazują ostatnie wydarzenia od „od rzeźników” odbierając mi prawo nazywania się wędkarzem (Zbyszek) Sam wybiorę drugą opcję, złowię dwa, zjem. Dla mnie bardzo często wędkowanie kończy się po kilkunastu minutach. Mając rybkę przestaję dalej łowić. Umiem zabić rybę i ją zjeść, ale nie umiałbym jej ranić dla zabawy. dla mnie to nie jest takie cool jak to się przedstawia na forach. Jak złowię swoją rybkę na kolację włóczę się łódką po jeziorze, ale nie łowie dłużej… Mając rybkę, umiem się opanować i nie bawić się dalej w wyrachowanego sadystę.

Propagowanie pseudoekologicznej, pseudoetycznej, pseudoludzkiej ideologii C&R uważam już za szczyt obłudy. Jak widzę koszulki C&R, widzę czapeczki C&R, na wielu forach ludzie mnie namawiają do C&R rzygać mi się chce od tej chorej propagandy.

Nigdy nie zgodzę się na propagowanie sadyzmu, na propagowanie homoseksualizmu, na propagowanie MultiKulti i wielu rzeczy ostatnio politycznie poprawnych. Może jestem staromodny, konserwatywny, choć w sprawie multikulti Angela Merkel ostatnio podziela moje zdanie, sama powiedziała, że multikulti było błędem.

Przejdź do paska narzędzi